

Najmniejszy Koncert Świata z Myslovitz.
Warszawa 29.05 2006
(notka z mojego bloga napisana po powrocie z Warszawy)
Siedzę, teraz przed monitorem...zaspana ,w tle leci "Dla ciebie". Obok mnie leżą
autografy, koszulka najmniejszego koncertu,na pulpicie zdjęcia.Tak w skrócie
wygląda sceneria...Wyjechałyśmy z Klaudią okolo godziny 12. Jak zajechałyśmy do
Warszawy, były okropne korki,lecz to nieistotne bo dojechałyśmy na czas. Gdy
podeszłyśmy do drzwi od razu zaprośili nas do studia...a w środku Motyk, cała ekipa
Roxy i inne osoby, które wygrały. Od razu nas bardzo ciepło przywitali. Następnie z
całą załogą wsiedliśmy do busa, na którego przedniej szybie widniał napis
"Najmnieszy koncert Świata. Myslovitz" i ruszyliśmy. Zrobiłyśmy kilka zdjęć
Warszawy i nagrałyśmy film. Zajechaliśmy pod starą, ale ładną kamienice. Gdy
zaprosili nas do środka,jakie miłe moje zaskoczenie...po dwóch stronach stali
ochroniarze ubrani na czarno, przywitali nas i pokazali kręcone schody do góry...a na
nich poustawiane były świece i piękne świeczniki...weszłyśmy po schodach na
górę...otworzono przed nami drzwi...a stamtąd...wydobył się biały dym i specyficzny
zapach. Na podeście w półkolu stały białe fotele, na środku stół z owocami, winem i
kieliszkami, a przed podestem, wszystkie instrumeny...gitary, wzmacniacz
Orange,perkusja i cała reszta sprzętu Myslovitz. W całej sali,również były
poustawiane świece i świeczniki... niebieskie i białe reflektory błądziły po sali. Sala
jest mniejsza niż się wydaje na teledysku " Mieć czy być" i nawet lepiej bo miała
cudowny nastrój. W tle wielu fotoreporterów, kamerzystów, zaczęli nam robić
mnóstwo zdjęć, dali nam koszulki. Przy instrumentach kręcili się niektórzy
członkowie zespołu...potem zniknęli...a my czekaliśmy...i nagle otworzyły się
drzwi...wszedł Artur i cały zespół...podeszli do nas i przywitali się z każdym
osobno(niezapomniane przeżycie). Nastepnie trochę porozmawialiśmy i zaczęli
koncert. Dosłownie przede mną... miałam fotel najbliżej :). I zaczęło się...światła
zaczęły tańczyć a przede mną Artur i zespół. Oczywiście nie siedzieliśmy, tylko
poszliśmy tańczyć koło Artura i z nim śpiewać...śpiewał dla nas :)czułam się jak w
pięknym śnie, cały czas robiono nam zdjęcia. Na końcu mogliśmy sobie pogadać z
zespołem i porobić mnóstwo zdjęć. Następnie wzięłam kartkę i wzięłam autografy
całego zespołu, od Artura mam nawet z dedykacją :) Gdy wychodziliśmy, Artur stał
na schodach, żegnalismy się, zespół i ekipa składali sprzęt...niezapomniane przeżycia.
Pod radio wróciłyśmy tylko ja i Klaudia z tych dziesięciu osób(niektórzy spali w
hotelu, niektórzy mieszkali w Warszawie) i oczywiście jechał z nami Motyk, Atom,
Wozik i cała reszta ekipy. Gdy przyjechaliśmy pod radio, nie było jeszcze Agi, więc
zaprosili nas do studia,i poprosili, żebyśmy powiedziały coś na antenie i
powiedziałyśmy. Zrobiłyśmy sobie zdjęcia z Motykiem i Moniką i
porozmawialiśmy trochę(bardzo fajni ludzie). Następnie z Klaudią i Motykiem
poszliśmy przed radio...doszedł Atom, Wozik i jeszcze kilku gości z radia, czekali z
nami i chcieli zaprosić nas na piwo,ale my wytrwale czekałyśmy na Agę i
Marcina. Motyk z kolegami pożegnali się z nami i poszli do knajpy. Potem
przyjechała Aga i pojechechaliśmy do Krakowa...
Favori (B.)