Płyta: Z rozmyślań przy śniadaniu
1. Zwykły dzień (3:10)
2. Scenariusz dla moich sąsiadów (3:12)
3. Przebudzenie (3:15)
4. Uciekinier (4:24)
5. Anioł (3:37)
6. Margaret (4:04)
7. Filmowa miłość (2:46)
8. Z rozmyślań przy śniadaniu (2:31)
9. Przemijania (3:29)
10. Dwie myśli (4:21)
11. Zawód fotograf (2:09)
12. Głosy (2:46)
13. Do utraty tchu (3:46)
14. Myszy i ludzie (5:28)
15. Fabryczna (2:43)
16. Wielki błękit (4:56)
17. James, radiogłowi i żuk z rewolwerem
jadą do nikąd (3:40)


Zwykły dzień
Do fontanny wrzucam grosz
Na rowerze ktoś
Rekord bije swój
Ktoś oczyścił brudny staw
Ktoś przekroczył wpław
Rzekę wspomnień złych
Dzień zwykły dzień
Deszcz na twarzy
Czarno biały film komedia
Ludzi w kinie tłum
Dzień zwykły dzień
Deszcz na twarzy
Czarno biały film komedia
Ludzi w kinie tłum
Gdzieś o pięćset kroków stąd
W ręku niesie ktoś
Pełno różnych spraw
Może kupię sobie psa
Może lepiej lwa
Kobiet będzie w bród
Dzień zwykły dzień
Deszcz na twarzy
Czarno biały film komedia
Ludzi w kinie tłum
Dzień zwykły dzień
Deszcz na twarzy
Czarno biały film komedia
Ludzi w kinie tłum
Scenariusz dla moich sąsiadów
Kiedy powrócisz już
Ja będę czekał
Ulicą pójdę wzdłuż
Kupię gazetę
Zabiorę z sobą psa
Usiądę na ławce
Skończę scenariusz
By gotowy był
Wieczorem
Wieczorem przed mym domem
Wystawie ekran
I wyświetlę film
Coś o mnie i o tobie
Będę leczył chore sąsiadów sny
Z nieba przyleciał mój
Wielki przyjaciel
Kiedy lądował
Ja jadłem kanapkę
Wyśnił że chyba jest chorym człowiekiem
Usiądź wygodnie i nie martw się bo
3x Wieczorem
Wieczorem przed mym domem
Wystawie ekran
I wyświetlę film
Coś o mnie i o tobie
Będę leczył chore sąsiadów sny
Wieczorem
Przebudzenie
Zapomniałem zrobić wczoraj
Tego co miałem zrobić dziś
Bardzo wcześnie
Kiedy wstałem
Mój świeży umysł nagle znikł
Wpatrzony ciągle w mleczną zupę
Połykam ostatni dym
Tak wiele znowu dziś straciłem
A może by tak
Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiąć prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd
Na ulicy szukam śmieci
Którymi mógłbym wyżywić mózg
Nie pomaga mi szacunek
I tak długo nie mogę już
Wpatrzony ciągle w mleczną zupę
Połykam ostatni dym
Tak wiele znowu dziś straciłem
A może by tak
Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiąć prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd
Błąd
Mój własny błąd
Błąd
Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiąć prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd
Błąd
Mój własny błąd
Błąd
Uciekinier
I znów mój duch połyka lęk
Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć
Nie widzę nic
Nie słyszę nic
Tracę puls i ciało swe
Na drodze krzyż zatrzymał mnie
Kazał mi żyć
Pozwolił stać
Pozwolił iść
Pozwolił mi być
To czerwień jest kolorem krwi
Maluje krwią na ciele mym
Wbijam gwóźdź głęboko tak
By poczuć siłę
I poczuć strach
Dotknij mnie i powiedz mi
Pozwól mi iść
I napisz krwią na ciele mym, że warto
żyć
Stworzony by biec
W pogoni za swoim dniem
Przed lękiem uciec chcę
By dalej żyć
Stworzony by biec
Nie może zatrzymać się
Na zawsze zostać chcę
By dalej żyć
By dalej żyć
By dalej żyć
By dalej żyć
I znów mój duch połyka lęk
Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć
Nie widzę nic
Nie słyszę nic
Tracę puls i ciało swe
Chcę dalej żyć
Anioł
Biały anioł z nieba spadł
Spojrzał na mnie i wstał
Całkiem nagi i piękny był
Anioł tak jak ptak
Na ulicy deptał strach
Godził noce z dniem
Człowiek wskazał na gardło swe
Dławiąc się swym złem
Czy kiedyś będę mógł być takim jak on
I patrzeć prosto w śmierć
Czy kiedyś będę mógł być białym
aniołem I godzić
noce z dniem Na swe pióra przyjął
krew A na
zmysły ból Ponad ziemię uniósł go
wiatr By
istnieć tylko wśród gwiazd
Czy kiedyś będę mógł być takim jak on
I patrzeć prosto w śmierć
Czy kiedyś będę mógł być białym
aniołem
I godzić noce z dniem
Margaret
Stanąłem w drzwiach i upadłem na
twarz
Pierwszy raz zrozumiałem coś
Kochałem swój cień
Ja nie liczyłem się widzę
Jak mój cień dogania mnie
Moje ciało to rzecz
Moja radość jeden dźwięk
Zamknę oczy aby schować się
Moje życie to wiatr
Z moim cieniem jestem sam
Ukryta twarz oznacza że wiesz
coś z czym nikt nie godzi się
Dziwny sen
Na ścianie plama krwi
Białe światło chce do niego iść
Moje ciało to rzecz
Moja radość jeden dźwięk
Zamknę oczy aby schować się
Moje życie to wiatr
Z moim cieniem jestem sam
Moje ciało to rzecz
Moja radość jeden dźwięk
Zamknę oczy aby schować się
Moje życie to wiatr
Z moim cieniem jestem sam
To wstyd to złość to dzień to noc to
blask to
cień to znak
Że miłość jest tym czego chcę
To wstyd to złość to dzień to noc to
blask to
cień to znak
Że miłość jest tym czego chcę
To wstyd to złość to dzień to noc to
blask to
cień to znak
Że miłość jest tym czego chcę
To wstyd to złość to dzień to noc to
blask to
cień to znak
Że miłość jest
Filmowa miłość
Maniakalny kolekcjoner min
Mój ulubiony film
Bohater dnia
Lepiej będzie mi
Nie mogę patrzeć na swój cień
Nienawidzę się
Ostatni raz
Biorę pigułki przed snem
Filmowa miłość
Fikcyjna zdrada
Morderczy środek na mój mózg, na
mój ból, na
mój wzrok, na mój słuch
Na mój mózg, na mój ból, na mój
wzrok, na mój
słuch
Pokrzywione myśli w głowie mej
Bardzo chory dzień
Ostatni raz
Biorę pigułki przed snem
Pamiętam noc
Czułem mój perwersyjny lęk
Wyjąłem broń
Strzeliłem sobie w łeb
Filmowa miłość
Fikcyjna zdrada
Morderczy środek na mój mózg, na
mój ból, na
mój wzrok, na mój słuch
Na mój mózg, na mój ból, na mój
wzrok, na mój
słuch
Filmowa miłość
Fikcyjna zdrada
Morderczy środek na mój mózg, na
mój ból, na
mój wzrok, na mój słuch
Na mój mózg, na mój ból, na mój
wzrok, na mój
słuch
Z rozmyślań przy śniadaniu
Znowu świt
Wyczerpana noc
Oczy gwiazd dawno zamknął wiatr
Przemywając twarz uciszam gwar
jeszcze
ciepłych snów
Gęsta mgła kryje senny świat
Z nieba spadł anioł z twarzą psa
Stary most stoi tam gdzie stał
Wychodzę z domu i mówię sobie
Że będzie to ostatni dzień kiedy jestem
Pusty szept zalał pusty park
Przemijania
Co pewien czas zmienia się wiatr
Jesteśmy jak czarny dym
Rozciągnięty nad światem tak
Mały strach
Kruchy gniew
Strzepany z powiek pył Wypełnia pieśń
o
przyszłych dniach
Kropla tu, szczypta tam
Każdy z nas zostawia ślad
Jak oddech fal i w muszli szum
Obce z gwiazd
Nocna ćma
Żeś był kształt w klepsydrach zmian
Strzelają tam gdzie przysypia wiatr
Dwie myśli
W twojej szafie zamknę się, siądę w kącie
i
czekał będę
Kiedy przyjdziesz wyjdę z niej
Nie
Nie wyjdę wystraszysz się
Będę czekał kiedy znów w swojej
kuchni
podejmiesz próbę
Rozcinania głowy ostrym nożem
Z mózgu wyjmiesz myśli dwie
Te najbardziej cię męczące
Z nową myślą wyjdziesz stąd
Staniesz w świetle i odetchniesz
Gdybyś tak te myśli dwie pozostawił w
swojej głowie
Strach ma przecież wielkie oczy
Ciągle czekam
Schowany w kącie szafy twej
Patrzę i płaczę
Z modlitwą na ustach by ocalić cię
Obłąkany idziesz w przód
Krok po kroku jak maszyna
Myślisz sobie co za wstyd
Ty tak wielki i tak skończyłeś
Pomyśl sobie jeszcze czas mógłbyś
teraz
się zatrzymać
Noc jest przecież bardzo długa
Ciągle czekam
Schowany w kącie szafy twej
Patrzę i płaczę
Z modlitwą na ustach by ocalić cię
Ciągle czekam
Zawód fotograf
Na ścianie twarze których wizerunkiem
żywisz się
Utrwalasz głowy obiektywem w swojej
maszynie
Teraz wiesz kradniesz dusze poprzez
zdjęcia swe
Teraz wiesz w swoim życiu zagubiłeś się
Na ścianie twarze których wizerunkiem
żywisz się
On fotograf dziki wampir pije ludzką
krew
On fotograf żyje obcym w swoim ciele
Teraz wiesz kradniesz dusze poprzez
zdjęcia swe
Teraz wiesz w swoim życiu zagubiłeś się
Na ścianie twarze których wizerunkiem
żywisz się
Na ścianie twarze których wizerunkiem
żywisz się
Głosy
Nie wiem kim jestem sam
Nie wiem kim mogę być
Nie wiem nic
Rany i krew swą znam
Ciało i zapach mam
Nie wiem skąd
Spójrz w lustro
Zerwij twarz
Prawdziwą twarz dziś masz
Nie wiem kim jestem sam
Nie wiem kim mogę być
Nie wiem nic
Zagubieni w swoich snach
W pustych domach pośród krat
Kochajmy więc samotność
Pieśćmy ją
Kochajmy więc samotność
Tulmy ją
Kochajmy więc samotność
Śpijmy z nią
Dzika wilgotna złość spływa na moją
skroń
I rodzę się z nią
Chłodzi mnie zimny wiatr
Boję się siebie sam
W ustach mam stal
Chodź ze mną nie bój się mnie
Umarłeś to nie jest sen
Nie wiem kim jestem sam
Nie wiem kim mogę być
Nie wiem nic
Zagubieni w swoich snach
W pustych domach pośród krat
Kochajmy więc samotność
Pieśćmy ją
Kochajmy więc samotność
Tulmy ją
Kochajmy więc samotność
Śpijmy z nią
Zagubieni w swoich snach
W pustych domach pośród krat
Kochajmy więc samotność
Pieśćmy ją
Kochajmy więc samotność
Tulmy ją
Kochajmy więc samotność
Śpijmy z nią
James, radiogłowi i żuk z
rewolwerem
jadą do nikąd
Lista pięciu płyt wszechczasów
Zastępuje cały świat
W dźwiękach deszczu chmurach drzewach
Dom miłości stoi sam
Nie muszę teraz spać
W opowieściach starszych kobiet
Z rewolwerem pełza żuk
A do nikąd jadę z tobą
Gdy powietrze męczy głód
Nie muszę pić nie muszę
Nie muszę jeść
Nie muszę nawet spać
Kiedy tęsknię do znajomych
Przyjacielem zawsze James
A gdy nie przychodzi miłość
Radiogłowi śmieją się
Nie muszę pić nie muszę
Nie muszę jeść
Nie muszę nawet spać
Nie muszę pić nie muszę
Nie muszę jeść
Nie muszę nawet spać
Do utraty tchu
W nicości morza trwam
Wzruszenia ciągły brak
Szare niebo pełne ludzkich dusz
Chyba chciałbym już tam być
Rozkołysany dzień
Opuścił ziemski brzeg
Moja głowa pełna myśli jest
Jak nabrzmiały z ptaków krzew
Podobny chmurom zbieg
Prowadzi wszędzie mnie
Gdzie zmysły gubią sens
Gdzie czarny pada śnieg
Powoli tracę wzrok
Co mogę zrobić to
Żyć do utraty tchu
Zawrócić zdążę wiem
Zaskoczę światłem zmierzch
Gdzieś na końcu świata odnajdę się
Chyba chciałbym już tam być
Podobny chmurom zbieg
Prowadzi wszędzie mnie
Gdzie zmysły gubią sens
Gdzie czarny pada śnieg
Powoli tracę wzrok
Co mogę zrobić to
Żyć do utraty tchu
Myszy i ludzie
To znów ja
Chciałem być chwilę sam
Mówią mi
W rozmowach, że to głupie jest
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból i przerażenie
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból
To znów ja
Wchłonięty wstyd gdzieś schował się
Każdy wiesz
Pełen jest głupich zdań
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból i przerażenie
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból i przerażenie
Dzika noc, dziki dzień
Wielki strach i przerażenie
Mówią źle, mówią zły, mówią wariat
Miałem kiedyś plan
Zostawić wszystkich was
Odmienić dziwny los
Zbudować sobie raj
Zaczepić myśli gdzieś
Gdzie nie dochodzi śmiech
Gdzie żaden ślepy szpieg
Nie rozszyfruje mnie
Miałem kiedyś plan
Oszukać własny strach
Bez okien kupić dom
Pod drzwi podstawić stół
Lecz zrozumiałem, że
Kiedy ściemnia się
To z was wychodzi zło
Pożera wszystkich nie ja
Nie ja
W każdym z was jest wariat
W każdym z was jest wariat
W każdym z was jest wariat
W każdym z was jest wariat
W każdym z was jest wariat
W każdym z was jest wariat
W każdym z was jest wariat
W każdym z was
Fabryczna
Stare domy stara ulica
Wpisane w krajobraz życia
Na tej ulicy stara fabryka
Strasząca postura dzika
Zniszczone czasem domy
Niebo śpiące na dachach
Wszystko razem wpisane jest
W krajobraz mojego życia
To mój dom
To mój dom
Właśnie on
Właśnie on
Szare liście na szarych drzewach
Komin ciężko oddycha
A w małych oknach na parapetach
Zieleń krzyczy w donicach
To mój dom
To mój dom
Właśnie on
Właśnie on
To mój dom
To mój dom
Właśnie on
Właśnie on
Wielki błękit
Jesteś jak perła
W słońcu lśnisz
W morzu śpisz
Błękitem oddychasz
Ocean jest
Twoją krwią
Twoją krwią
W srebrzystej sukni obok mnie
Stoję sam
Na szyi swej nosisz złoty znak
To ty i ja
Ty i ja
Chodź ze mną płyń
Chodź ze mną patrz
Ocean drży
Srebrnym klejnotem jesteś w nim
Chodź ze mną płyń
Chodź ze mną patrz
Ocean drży
Srebrnym klejnotem jesteś w nim
Tak delikatna proszę płyń
W wielkim błękicie
Może znów narodzimy się
Wtedy dotknę
Poczuję zapach twój
Będę kochał cię
Kochał cię
Chodź ze mną płyń
Chodź ze mną patrz
Ocean drży
Srebrnym klejnotem jesteś w nim
Chodź ze mną płyń
Chodź ze mną patrz
Ocean drży
Srebrnym klejnotem jesteś w nim
Tak delikatna proszę płyń
Made by Favori