Płyta: Korova Milky Bar 
 
  1. "Sprzedawcy marzeń" (3:55) 
  2. "Acidland" (4:14) 
  3. "Bar mleczny Korova" (3:04) 
  4. "Wieża melancholii" (5:13) 
  5. "Za zamkniętymi oczami" (3:28) 
  6. "Kilka błędów popełnionych 
       przez dobrych rodziców" (3:55) 
  7. "Siódmy koktajl" (4:19) 
  8. "Nigdy nie znajdziesz sobie przyjaciół 
       jeśli nie będziesz taki jak wszyscy" (3:12) 
  9. "W 10 sekund przez całe życie" (5:19) 
10. "Chciałbym umrzeć z miłości" (6:55) 
11. "Szklany człowiek" (4:52) 
12. "Pocztówka z lotniska" (5:42) 
Sprzedawcy marzeń 
 
Jaki piękny jest ten świat, tylko 
czarne, białe 
To jest proste, widzę - wiem 
Już tu siedzę jakiś czas, lubię dużo 
wiedzieć 
I nie wzrusza mnie już nic 
 
Ty widzisz we mnie coś, nie ma 
ideału 
A miłość ślepa jest 
I chyba nie wiesz, że telewizja 
kłamie 
Nie wszystko możesz mieć 
 
Nie mogę zrobić nic, sterowany 
jestem wciąż 
Nie musisz starać się, przecież 
jesteś też jak ja 
 
Powiedzieć coś bym chciał, mam 
pustkę w głowie 
Zgubiłem znowu się 
I nie chce mi się nic, jestem już 
zmęczony 
To nie był dobry dzień 
 
Nie mogę zrobić nic, sterowany 
jestem wciąż 
Nie musisz starać się, przecież 
jesteś też jak ja 
 
Nie mogę zrobić nic, sterowany 
jestem wciąż 
 

 
Acidland 
 
Nie poddaj się, bierz życie jakim 
jest 
I pomyśl, że na drugie nie masz 
szans 
 
Po co ten stres, myślisz, że nie 
masz nic 
Każdy ma - nawet ty 
Czasem trzeba to po prostu 
znaleźć 
Miłość, noc i deszcz, życie też 
Dla tego warto starać się 
Powiedz, czy naprawdę nic nie 
jesteś wart 
Znajdź to w sobie, tak 
 
Nie poddaj się, bierz życie jakim 
jest 
I pomyśl, że na drugie nie masz 
szans 
 
Ten kraj jest jak psychodeliczny 
lot 
Czujesz, że nie zmienisz nic 
Spróbuj wziąć z tego coś 
To przecież twoje życie jest 
Popełniaj błędy i naprawiaj je 
Gdy dotkniesz dna odbijaj się 
Wykorzystaj czas, drugiego już 
nie będziesz miał 
 
Nie poddaj się, bierz życie jakim 
jest 
I pomyśl, że na drugie nie masz 
szans 
 
Odetchnij więc, zastanów się, 
znajdź jego sens 
Bierz życie takim jakie jest 
I ciągle szarp i zmieniaj je, przed 
siebie idź 
Bierz życie takim jakie jest 
I zmieniaj je i ciągle walcz, przed 
siebie idź 
 

 
Bar mleczny Korova 
 
Praca, szkoła, śmierć, zaraz 
wpadnę w szał 
Obrzydliwy dzień, nie 
wytrzymam tak 
Czuję się, jak śmierć, jak nic, jak 
nikt, bez szans 
Jestem jakoś tak, jak coś na prąd 
 
Wreszcie matka noc, Korova 
mleczny bar 
Piję koktajl z traw, ciepła chemia w
 drzwiach 
I otwieram się na czas, na was, na 
świat 
Kocham wszystkich was i nas i 
świat 
 
Jak na imię masz i co brałeś dziś 
Panoramiks, hasz i ekstazy miś 
Rzeczywistość jest jak wielki 
czarny pies 
Cicho skrada się i chce mnie zjeść 
 
Gdzie ja jestem czy to ty 
Wpadam w obłęd, nie mam sił 
Mózg wysycha, pomóż mi 
 

 
Wieża melancholii 
 
Pytasz wciąż co tam u mnie czy 
coś 
Czy zmieniło się tu, chyba nie 
Znowu dziś chciałem odmienić 
świat 
Ale z tego i tak nie wyszło nic 
 
Smutna twarz, czy to już jestem ja 
Czy to ten kogo ty tylko znasz 
Ja i tak przecież nie zmienię się 
Choćbym nie wiem naprawdę jak 
chciał 
 
Tylko pstryk i już nie ma mnie 
Czasem bardzo tego chcę 
Zostawić wszystkich was 
Szukam czegoś przez cały czas 
Co zatrzyma mnie 
 
Wszystko drży i przeszkadza mi 
śmiech 
Lepiej odejdź już stąd, zostaw 
mnie 
Nic to nic, przecież wiesz, 
przejdzie mi 
Tylko deszcz zmyje z szyb 
brudny śnieg 
 
Tylko pstryk i już nie ma mnie 
Czasem tylko tego chcę 
I już nie starać się 
Siedzę sam w tej wieży bez dna
Za zamkniętymi oczami 
 
Tylko zamknę oczy, zrobię jak 
chcesz, strach 
Udaję cały czas 
Tak niezwykle rzadko chce mi się 
śmiać, strach 
Jeżeli to coś da 
Fantastyczny pomysł na życie 
mam, strach 
Ty dobrą radę masz 
Sugerujesz "nie", chcę zrobić "tak",
 strach 
Przez wielką dziurę w drzwiach 
Publikuję wszystko, zobacz to ja, 
strach 
Po cichu wpadam w złość 
Już nie mogę dłużej patrzeć i stać, 
strach, strach 
I znowu szukam słów 
By wykrzyczeć wszystko "nie 
lubię was", strach 
 

 
Kilka błędów popełnionych 
przez dobrych rodziców 

 
Jestem przez was przytłoczony, 
genetycznie obciążony 
Czuję wielką słabość w sobie, dla 
nich jestem nikt 
Czuję się jak ktoś przegrany, w 
tłumie ludzi niewidzialny 
Chyba jestem niepotrzebny, jest 
mnie coraz mniej 
 
Zawsze sobie golę głowę, nie 
kupuję tylko biorę 
Nie potrafię robić nic, tylko rzeczy
 złe 
Nienawidzę bycia miłym, bo 
uwielbiam budzić niechęć 
Tak zostałem wychowany, a w 
zasadzie nie 
 
Co mam zrobić, co teraz zrobić, 
powiedz mi 
Co mam zrobić dziś 
Powiedz jak, co mam zrobić 
Spróbuj naprawić chociaż coś 
Chociaż teraz pomóż mi 
 
Przecież szedłem za przykładem 
jaki zawsze mi dawałeś 
Tym jedynym i najlepszym - teraz
 wiem, że nie 
Chciałbym stać się tak jak oni - 
wszyscy młodzi, piękni, zdolni 
Chociaż raz chciałbym spróbować 
- chyba nie da się 
 
Co mam zrobić, co teraz zrobić, 
powiedz mi 
Co mam zrobić dziś 
Powiedz jak, co mam zrobić 
Spróbuj naprawić chociaż coś 
Chociaż teraz pomóż mi 
 

 
Siódmy koktajl 
 
Znowu nowy dzień, zobacz 
Każdy tutaj wciąż ciągle liczy 
Gdzie nie spojrzysz, patrz 
Dzieci stoją cały czas na ulicy 
 
Znowu nowy dzień 
Znów znajomy mówi głos, znów 
to samo 
Czemu właśnie ja? 
Czemu właśnie przyszło mi w 
takim kraju? 
 
Gdybym jeszcze umiał się śmiać 
To bym chciał umrzeć tu ze 
śmiechu i to nie raz 
Nawet chciałbym uciec stąd 
Tylko dokąd, dokąd tu uciekać? 
 
Znowu nowy dzień 
W telewizji mówi ktoś, że ustawa 
Moje życie to moje życie 
Weź to stąd, moja sprawa 
 
Uwierz, gdybym tylko miał broń 
Byłbyś pierwszy kogo bym 
odwiedził z nią 
A ty myślisz, że nie mogę nic 
Zawsze mogę do gardła skoczyć ci 
 
Gdybym jeszcze umiał się śmiać 
To bym chciał umrzeć tu ze 
śmiechu i to nie raz 
Nawet chciałbym uciec stąd 
Tylko dokąd, dokąd tu uciekać? 
 
Uwierz, gdybym tylko miał broń 
Byłbyś pierwszy kogo bym 
odwiedził z nią 
A ty myślisz, że nie mogę nic 
Zawsze mogę 
 

 
Nigdy nie znajdziesz sobie 
przyjaciół jeśli nie będziesz 
taki jak wszyscy 
 
W każdy dzień przed pracą amfa, 
po pracy browna 
Chwalą mnie, jestem znany jak 
powszechna telewizja 
Myślę, że sposób mam, patrzę w 
przyszłość wirtualnie 
Lubię tych, tamtych też, 
zachowuję równowagę 
 
No i co, spójrz na siebie, powiedz 
kim ty jesteś 
 
Mówię coś, wierzą mi, mam 
przyjemny wyraz twarzy 
Gdy coś chcę, biorę to, jestem dla 
nich bohaterem 
Prosisz mnie, ja mam gest a ty 
dowód swej wdzięczności 
Zawsze wiem, czego chcesz jak 
sprzedawca pięknych marzeń 
 
No i co, spójrz na siebie, powiedz 
kim ty jesteś
W 10 sekund przez całe życie 
 
Z całych sił muszę gonić, złapać czas 
Wszystko pędzi, a w tym ja 
Twoja twarz, nie pamiętam kiedy, jak 
I nie znaczysz dla mnie nic 
 
Cały świat dopada z tyłu, gryzie w 
kark 
Atak szału, zwykła rzecz 
Muszę biec, odurzony męczę się 
Dewastacja, znika sens 
 
Kilka chwil chcę mieć by słuchać jak 
pada deszcz 
 
Gubię się, ponaddźwiękową prędkość 
mam 
Zaraz się roztrzaskam w pył 
Niszczy mnie, tracę przytomność 
Próbuję wstać, chyba nie nadaję się 
 
Kilka chwil chcę mieć by słuchać jak 
pada deszcz 
Na ulicy siąść, właśnie tak, tylko ja, 
więcej nic 
 

 
Chciałbym umrzeć z miłości 
 
Świat wypadł mi z moich rąk 
Jakoś tak nie jest mi nawet żal 
 
Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja 
też 
Chyba tak chciałem przez cały czas, 
lecz 
 
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak 
odejść 
To przecież dobrze, dobrze o tym 
wiem 
Chciałbym umrzeć przy tobie 
 
Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem 
Że ty łatwo tak zgodziłaś na to się i 
 
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak 
odejść 
To przecież dobrze, dobrze o tym 
wiem 
Chciałbym umrzeć przy tobie 
 
Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to 
zrobić 
To przecież dobrze, dobrze o tym 
wiem 
Chciałbym umrzeć z miłości 
 
Nie na krześle, nie we śnie 
Nie w spokoju i nie w dzień 
Nie chcę łatwo, nie za sto lat 
Chciałbym umrzeć z miłości 
 
Nie bez bólu i nie w domu 
Nie chcę szybko i nie chcę młodo 
Nie szczęśliwie i wśród bliskich 
Chciałbym umrzeć z miłości 

 
Szklany człowiek 
 
Jeszcze noc się wokół tli, a już wiem, 
że dzień jest zły 
Zdjęcia gwiazd, w gazecie chleb 
I jak zwykle moja twarz byle jaki 
wygląd ma 
A na włosach jakiś spray 
 
Palę w piecu, ciepło jest, moje wiersze 
- trochę wstyd 
Gdzieś na ścianie dyplom mam - 
trzecie miejsce w skoku w dal 
Znowu na nic przydam się, lepiej 
chyba pójdę spać 
Nie oglądaj moich zdjęć 
 
Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem 
wart 
A czerwień mojej krwi to tylko jakiś 
żart 
I zapominać chcę tak często jak się da 
Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem 
wart 
 
Ty pilnuj moich snów i przychodź 
kiedy chcesz 
Te chwile z moich dni do jednej dłoni 
zbierz 
I nie pocieszaj mnie i tak tu będę stał 
Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem 
wart 
 

 
Pocztówka z lotniska 
 
W Nowym Jorku deszcz, a w 
Londynie śmiech 
Mam to gdzieś, mam to gdzieś, mam 
to gdzieś 
Mam to gdzieś, gdy nie ma cię 
 
Ja z tych wszystkich miejsc nie 
przywiozłem zdjęć 
I gdziekolwiek bym był, to chcę już 
wracać dziś 
Mam to gdzieś, mam to gdzieś, mam 
to gdzieś 
Mam to gdzieś, gdy nie ma cię 
 
Czuję tak jakbym spał i gubił się, 
rozpuszczał we mgle 
 
Tak nic nie bawi mnie, już osiągam ten 
dziwny stan 
Wiesz, przypomniałem sobie, że znów
 tu jestem sam 
 
Nie ma was
                          Made by Favori