Płyta: Miłość w czasach popkultury 
 
  1. Chłopcy (3:57) 
  2. Nienawiść (3:47) 
  3. Długość dzwięku samotności (4:11) 
  4. Dla ciebie (3:45) 
  5. Peggy Sue nie wyszła za mąż (4:25) 
  6. Gdzieś (4:32) 
  7. Kraków (4:07) 
  8. Miłość w czasach popkultury (3:13) 
  9. Noc (5:50) 
10. Alexander (4:01) 
11. My (3:26) 
12. Zamiana (6:24) 
Chłopcy 
 
Wieczorami chłopcy wychodzą 
na ulicę 
Szukają czegoś co wypełni im 
czas 
Rzucają kamieniami w koła 
samochodów 
I patrzą na spódnice dziewczyn 
Które nie chcą ich znać 
 
Wieczorami chłopcy wychodzą 
na ulicę 
Bo wieczorami nie widać 
szarości 
Nie widać brudnych ulic 
A latarnie nie świecą 
I można udawać, że można na 
spacer pójść 
 
Wieczorami chłopcy wychodzą 
na ulicę 
Marzą o życiu w dalekich 
krainach 
Spoglądając w puste lornetki 
butelek 
Dyskutują o amerykańskich 
filmach 
 
Wieczorami chłopcy wychodzą 
na ulicę 
Siadają na chodniku i palą jointy 
Robią wszystko, żeby stąd 
uciec 
Kiedy wreszcie mogą 
To wtedy nie mogą się ruszyć 
 

 
Nienawiść 
 
I nagle skończy się to wszystko 
w co wierzysz 
Co kochasz zasypie śnieg 
Dziki uniesie Cię wiatr 
Upuści Cię nagle 
Uderzysz 
Ufałeś mu tak 
 
Ale Ty nigdy nie poddasz się 
 
Nie wierz nigdy nie 
W tych co ciągle udają i ciągle 
uśmiechają się 
Nie wierz nigdy nie 
W to niebo, które zawsze 
niebieskie jest 
 
Ale Ty nigdy nie poddasz się 
Chcesz zabić i zniszczyć, 
zniewolić nienawiść 
Ja też 
 

 
 


Długość dźwięku 
samotności 

 
I nawet kiedy będę sam nie 
zmienię się 
To nie mój świat 
Przede mną droga, którą znam 
Którą ja wybrałem sam 
 
Tak zawsze genialny, idealny 
muszę być 
I muszę chcieć super luz 
I już setki bzdur 
I już to nie ja 
 
I nawet kiedy będę sam nie 
zmienię się 
To nie mój świat 
Przede mną droga, którą znam 
Którą ja wybrałem sam 
 
Wiesz lubię wieczory 
Lubię się schować na jakiś czas 
I jakoś tak nienaturalnie, trochę 
przesadnie 
Pobyć sam 
Wejść na drzewo i patrzeć w 
niebo tak zwyczajnie tylko że 
Tutaj też wiem kolejny raz 
Nie mam szans być kim chcę 
 
Noc a nocą gdy nie śpię 
Wychodzę choć nie chcę 
Spojrzeć na chemiczny świat 
Pachnący szarością z papieru 
miłością 
Gdzie Ty i ja 
I jeszcze ktoś, nie wiem kto 
Chciałby tak przez kilka lat 
Zbyt zachłannie i trochę 
przesadnie 
Pobyć chwilę sam 
Chyba go znam 
 

 
Dla ciebie 
 
Dla Ciebie 
Mógłbym zrobić wszystko 
Co zechcesz powiedz tylko 
Naprawdę na dużo mnie stać 
 
Dla Ciebie 
Mógłbym wszystko zmienić 
Mógłbym nawet uwierzyć 
Naprawdę na dużo mnie stać 
 
Dla Ciebie 
Zrywam polne kwiaty 
Szukam tych najrzadszych 
Naprawdę na dużo mnie stać 
 
Najchętniej zamknąłbym Cię w 
klatce 
Bo kocham na Ciebie patrzeć 
Naprawdę na dużo mnie stać 
 
To wszystko czego chcę 
To wszystko czego mi brak 
To wszystko czego ja 
Nigdy nie będę miał 
Otwórz oczy zobacz sam 
Przed nami mgła 
 
Dla Ciebie mógłbym zrobić 
wszystko 
Co zechcesz powiedz tylko 
Naprawdę na dużo mnie stać 
 
Przez Ciebie wpadłem w 
głęboką depresję 
Już teraz nie wiem kim jestem 
Bo naprawdę na dużo mnie stać 
 
To wszystko czego chcę 
To wszystko czego mi brak 
To wszystko czego ja 
Nigdy nie będę miał 
Otwórz oczy zobacz sam 
Przed nami mgła 
Zamykam oczy 
Nie chcę widzieć 
Nie chcę czuć 
Czy to koniec już 
 
To koniec już
Peggy Sue nie wyszła za mąż 
 
Nawet gdybym upadł tak nisko 
Że prawie w szaleństwo 
Nawet gdyby moje miejsce było ciągle 
na zewnątrz 
Nawet gdybym miał być prosty jak 
dębowe krzesło 
Tylko wtedy dam sobie radę 
Kiedy Ty będziesz ze mną 
 
Peggy Sue nie wyszła za mąż 
Peggy Sue już nie mieszka tu 
Więc bądź i przyjdź i pozwól na to 
bym mógł z tobą być 
 
Nawet gdybym ślepy chciał podążać w
 ciemności 
Tylko wtedy wyjdę do Słońca 
Kiedy Ty pójdziesz ze mną tak 
naprawdę do końca 

 
Gdzieś 

 
W moim pokoju pusto, zimno mi 
Nie ma tutaj nic 
Wracam znów nad ranem 
Nie wiem skąd 
Muszę gdzieś się skryć 
 
Zapomniałem dawno jak to jest 
O migdałach śnić 
Zgubiłem Twoje zdjęcie 
Wiem już że 
Nie mam teraz nic 
 
Gdzieś na dnie 
To tu gdzie jestem 
Nie ma Słońca 
Gdzieś tam też 
Mieszkają chwile te najlepsze 
Gdzieś tam też 
Rosną kwiaty najpiękniejsze 
Wiem ja też 
Nie zawsze będę mówił szeptem 
 
Patrzę na seriale 
Kocha go 
On ją bardzo też 
Gaszę telewizor 
Znowu sam 
Muszę teraz wyjść 
 
Gdzieś na dnie 
To tu gdzie jestem 
Nie ma Słońca 
Gdzieś tam też 
Mieszkają chwile te najlepsze 
Gdzieś tam też 
Rosną kwiaty najpiękniejsze 
Wiem ja też 
Nie zawsze będę mówił szeptem 
 
 
 



Kraków 

 
Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś 
Nie miał w sobie takiej siły i 
Może to ten deszcz 
Może przez tę mgłę 
Może to mój nastrój 
Ale w każdej twarzy ciągle 
Widzę Cię 
 
W uśmiechach turystów rynek tonie 
znów 
Ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz 
Na Gołębiej Twój 
Płaszcz zaczepił mnie 
W wystawowym oknie 
W autobusie 
W tłumie gdzieś 
 
Widzę Cię 
Tak wiem 
Nie zrobię więcej zdjęć 
Tak wiem 
Nie będę prosił lecz 
Tak wiem 
To przecież żaden grzech 
Tak wiem 
Tak wiem 
 
Kraków hejnał gra 
Tak wita mnie 
Patrzy na mnie jakby wiedział że 
Wracam po to by 
Choć na kilka chwil 
Zamknąć oczy i 
Móc uwierzyć że 
 
Znów widzę Cię 
Tak wiem 
Nie zrobię więcej zdjęć 
Tak wiem 
Nie będę prosił lecz 
Tak wiem 
To przecież żaden grzech 
Tak wiem 
Tak wiem 
 
 
 


Miłość w czasach popkultury 

 
Moja pierwsza wielka miłość 
Zaczęła się i nagle skończyła 
Boleśnie, zbyt późno 
Zwłaszcza dla mnie 
A nie dla Ciebie 
 
Poświęciłem dużo energii 
Na to co było wtedy dla mnie 
najważniejsze najlepsze 
Dla mnie tylko a nie dla Ciebie 
 
Zle się skończył ten dzień 
Pamiętam to 
Nie wiedziałem czego chcę 
Lecz teraz wiem 
Że źle się skończył ten dzień 
Co z tego że jestem mało odporny 
 
Generalnie jest teraz spoko 
Zapomniałem już dosyć sporo 
Zakochałem się na nowo 
W brukowej gazecie i internecie 
Bo lubię zjawisko pop kulturowe 
Lubię filmy zwłaszcza życiowe 
Romantyczne, o miłości 
O mojej i Twojej ułomności 
 
Zle się skończył ten dzień 
Pamiętam to 
Nie wiedziałem czego chcę 
Lecz teraz wiem 
Że źle się skończył ten dzień 
Co z tego że jestem mało odporny
Noc 
 
Wiem że nie chcesz jeszcze spać 
Wiem że myślisz o tym co ja 
Że musisz zrobić coś czego nie chcesz 
Że musisz wybrać między złem a niebem 
 
Jest zbyt późno proszę śpij 
Jest zbyt późno więc nie mów mi 
Że ktoś się potknął i przeszedł zbyt blisko 
Chciał powiedzieć słowo 
A powiedział wszystko 
 
Nie bój się 
Nie uciekaj przed snem 
Bo sen to nic złego 
Nic takiego 
Nic wielkiego 
 
Kiedyś przyjdą takie dni 
Kiedyś przyjdą lecz nie dziś 
Noc to pora nietoperzy 
Spróbuj chociaż raz uwierzyć 
 
Nie bój się 
Nie uciekaj przed snem 
Bo sen to nic złego 
Nic takiego 
Nic wielkiego 
 

 
Alexander 
 
Już nie będę z tobą kłócił się 
I tak nigdy nie mam racji 
Wydawać by się mogło że 
Jesteśmy źle dobrani 
Najgorsze jest jednak to 
Twoje rozczarowanie 
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć że 
Jestem zakochany 
 
Więc lepiej mnie zabij 
Wyrzuć z pamięci 
Lepiej odejdź, pozwól mi odejść 
Lepiej zapomnij 
Pozwól zapomnieć 
Lepiej daj mi następną szansę 
 
Wiem potrzebujesz tego czego ja 
Nigdy mogę Ci nie dać 
Nie dlatego że nie chcę Ci dać 
A dlatego że sam tego nie mam 
Najgorsze jest jednak to 
Twoje rozczarowanie 
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć że 
Jestem zakochany 
 
Więc lepiej mnie zabij 
Wyrzuć z pamięci 
Lepiej odejdź, pozwól mi odejść 
Lepiej zapomnij 
Pozwól zapomnieć 
Lepiej daj mi następną szansę 
 

 
My 
 
Ja twardy lód 
Zimnem głaszczę Twoją dłoń 
Ja tak prosto w twarz 
Kłamię Cię każdego dnia 
 
Ale Ty 
Ty mnie dobrze znasz 
Wszystko o mnie wiesz 
Wiem wybaczasz mi 
Że wszystko przeze mnie 
 
Ja jeden z was 
Uśmiech skrada się przez twarz 
Ja namiętnie gram 
Wiesz inaczej nie mam szans 
 
Ty 
Ty mnie dobrze znasz 
Wszystko o mnie wiesz 
Wiem wybaczasz mi 
Że wszystko przeze mnie 
 
Ty 
Najlepsza jaką znam 
Nie trzeba wierszy nam 
Nie muszę się już bać że 
Wszystko przeze mnie 
 
Ty 
Ty mnie dobrze znasz 
Wszystko o mnie wiesz 
Wiem wybaczasz mi że 
Wszystko przeze mnie 
 
Ty 
Najlepsza jaką znam 
Twój długi czarny płaszcz 
Padał deszcz 
Padał deszcz 
 

 
Zamiana 
 
Spójrz jak wygląda moja twarz 
Czy został chociaż ślad człowieka którego 
znasz 
Zobacz jak szybko zmieniam się 
Jak mi dodaje lat 
Każde słowo twe 
 
Nie widzę 
Nie słyszę nic 
Przestaje odczuwać nawet Twój 
Śmiech już nie dotyka mnie 
I wiem że każdy ból pomaga wznosić mój 
Własny mur 
Kolejna lista skarg 
Czy kłamstwo to czy żart 
Wiem to banalne jest 
 
Ale ja nim mnie pożre lęk 
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc 
I znów zdławię pusty śmiech 
Strzelę sobie w łeb 
Już odbezpieczam następną butelkę 
 
Wiedz 
Wiedz że nie poddam się 
Dopóki czuję gdzieś 
Płynącą we mnie krew 
Póki smak życia w ustach mam 
Póki zapach traw wciąż ogłusza mnie 
 
Nie widzę 
Nie słyszę nic 
Przestaję odczuwać nawet ból 
Nie widzę 
Nie słyszę nic 
Przestaję odczuwać nawet ból 
 
Ale ja nim mnie pożre lęk 
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc 
I znów zdławię pusty śmiech 
Strzelę sobie w łeb 
Już odbezpieczam następną butelkę 
 
I znów 
Tak jak nie raz już 
Znów to zrobię 
Wiem wyjdę z siebie 
I nikt nie dosięgnie mnie 
Wbiję nowy cierń 
Strzelę sobie w łeb 
Już odbezpieczam następną butelkę 
 
Ale ja nim mnie pożre lęk 
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc 
 
Tak wiem 
Znowu matka noc ukołysze mnie 
Gdy butelki szkłem strzelę sobie w łeb
Made by Favori